29 września 2026 · 7 min czytania
W magazynie celnym jest kod taryfowy na każdy towar na świecie, tylko nie na twój projekt AI, i dokładnie tak czuje się dziś rozmowa z bankiem o kredycie
Autor: Adam Kopeć

RDNE Stock project / Pexels
W magazynie celnym jest kod taryfowy na dosłownie każdy towar świata: śruby, żywe małże, używane opony, kapelusze słomkowe. Nie ma tylko kodu na paletę, którą właśnie próbujesz przepchnąć, bo nikt wcześniej nie przywiózł czegoś takiego. Więc stoi w kącie magazynu, a urzędnik dzwoni do przełożonego, żeby zapytać, co z nią zrobić.
Kredyt na wdrożenie AI wygląda dziś w polskim banku dokładnie tak samo. Analityk kredytowy ma gotową procedurę na kredyt na ciężarówkę, na halę magazynową, na linię produkcyjną. Twój wniosek o pieniądze na system, który odpowiada klientom na maile albo analizuje faktury, nie pasuje do żadnej z tych szufladek. Nie dlatego, że bank jest przeciwny AI. Po prostu nikt jeszcze nie wypełnił formularza z tą konkretną nazwą towaru.
To nie jest wyłącznie polski problem ani wrażenie znerwicowanych właścicieli firm. Raport EUIPO z kwietnia 2026 roku szacuje lukę kredytową dla małych i średnich firm w całej Unii Europejskiej na 365 mld euro rocznie, z czego 70-150 mld euro dotyczy właśnie firm opartych na wartościach niematerialnych, czyli dokładnie tych, które chcą sfinansować oprogramowanie, a nie halę.
Dlaczego akurat teraz nikt nie ma na to gotowej procedury

Ihsan Adityawarman / Pexels
Samo EUIPO tłumaczy to zjawisko jednym zdaniem, które brzmi jak cytat z podręcznika do biurokracji: bez transakcji nie ma danych, bez danych ocena ryzyka pozostaje zachowawcza, a bez wiarygodnej oceny ryzyka żaden instrument finansowy nie może się rozwinąć. Bank potrzebuje setek podobnych kredytów, żeby zbudować tabelę z domyślnymi stopami niewypłacalności. Na AI takiej tabeli jeszcze nikt nie zdążył zebrać.
Tylko 13% właścicieli własności intelektualnej w Europie w ogóle próbuje użyć jej jako zabezpieczenia kredytu, według tego samego raportu. Reszta nawet nie pyta, bo z góry zakłada, że i tak usłyszy odmowę. To trochę jak nie startować w zawodach, bo jury jeszcze nigdy nie widziało twojej kategorii sportu.
Efekt uboczny jest taki, że banki stosują wobec wartości niematerialnych bardzo konserwatywne „strzyżenie” wyceny, czyli w praktyce liczą je tak, jakby były warte dużo mniej niż realnie są, albo w ogóle je pomijają przy liczeniu zdolności kredytowej. Ciężarówka ma tabele amortyzacji z lat 90. Twój system AI ma metrykę z zeszłego kwartału i dobre chęci.
Jak przełożyć projekt AI na liczby, które bank umie ocenić

RDNE Stock project / Pexels
Analityk kredytowy nie musi rozumieć transformerów ani promptów. Musi dostać 3 liczby: ile to kosztuje, ile to realnie oszczędza albo zarabia miesięcznie, i co się stanie z zabezpieczeniem, jeśli projekt się nie uda. Zanim usiądziesz do rozmowy, warto dokładnie wiedzieć, ile realnie kosztuje wdrożenie AI w firmie, żeby nie podawać kwoty wziętej z sufitu.
Podziel finansowanie na etapy, zamiast prosić o całą kwotę na start. Bank chętniej zaakceptuje 30 000 zł na pilotaż z jasnym punktem kontrolnym po 2 miesiącach, niż 150 000 zł na coś, czego jeszcze nikt nie widział na oczy. Pomaga w tym rzetelna wycena projektu rozbita na etapy, a nie jedna okrągła liczba wzięta z powietrza.
Jeśli w grę wchodzi konkretny sprzęt, na przykład serwer albo stacja robocza pod lokalny model, łatwiej o leasing niż kredyt, bo leasingodawca ma wtedy coś namacalnego do przejęcia w razie problemów. Sam projekt wdrożeniowy, czyli licencje, integrację i godziny pracy, wygodniej finansować z kredytu technologicznego BGK, który od lat finansuje właśnie know-how i licencje, a nie tylko blachę i beton.
Co zabrać na spotkanie, żeby nie tłumaczyć AI od zera

Kampus Production / Pexels
Nie zaczynaj od tego, czym jest sztuczna inteligencja. Zacznij od tego, ile osób obecnie robi tę robotę ręcznie i ile to kosztuje miesięcznie. Konkretna kwota w złotówkach działa na analityka kredytowego lepiej niż najlepszy slajd o „transformacji cyfrowej”.
Przynieś umowę z dostawcą AI z jasno opisanym zakresem, harmonogramem i karą umowną za niedowiezienie, jeśli taka istnieje. Bank widzi wtedy, że ryzyko projektu nie spoczywa wyłącznie na tobie. To ten sam odruch, który warto mieć przy negocjacjach z dostawcami AI niezależnie od tego, czy w tle jest bank, czy nie.
Jeśli słyszysz „nasza procedura tego nie przewiduje”, zapytaj wprost, czy dział może potraktować to jak standardowy kredyt obrotowy albo inwestycyjny, tylko z inną nazwą pozycji w budżecie. Analitycy nie muszą wymyślać nowej kategorii, wystarczy, że zgodzą się wcisnąć twój wniosek do istniejącej. To trochę jak przekonanie celnika, żeby na chwilę zamknął oczy na nazwę towaru i spojrzał tylko na wagę i wartość.
Kiedy nie warto się w to bawić
Jeśli kwota, o którą pytasz, to 5000-10 000 zł, idź do zwykłej linii kredytu obrotowego albo zapłać z bieżącego przepływu gotówki. Pisanie osobnego uzasadnienia biznesowego dla kwoty, którą i tak masz na koncie firmowym, to strzelanie z armaty do komara, a nie do wróbla, bo tu nawet wróbel byłby przesadą. W małej firmie czasem szybciej jest w ogóle pominąć bank, tak jak pokazuję w tekście o AI w małej firmie.
Niektóre banki i firmy leasingowe, zwłaszcza te z własnym działem fintech albo portfelem klientów SaaS, już mają wypracowaną ścieżkę dla tego typu finansowania. Zanim zaczniesz tłumaczyć AI od podstaw, zapytaj wprost doradcę, czy podobny wniosek już kiedyś przez nich przechodził. Czasem odpowiedź brzmi „tak, w zeszłym miesiącu”, i cała ta rozmowa o brakującej procedurze okazuje się zbędna.
Nie warto też iść z tym do banku, zanim projekt ma choćby wstępną wycenę. Rozmowa o finansowaniu czegoś, czego koszt sam jeszcze nie jest policzony, kończy się zwykle tak samo: miłym uśmiechem doradcy i telefonem, na który nikt nie oddzwania.
Najczęstsze pytania
Czy bank może odmówić kredytu na AI tylko dlatego, że nie zna tematu?
Formalnie odmowa musi mieć uzasadnienie w postaci ryzyka lub zdolności kredytowej, ale w praktyce brak procedury oceny takiego projektu często kończy się właśnie odmową lub bardzo konserwatywną wyceną zabezpieczenia. Dlatego warto samemu dostarczyć analitykowi liczby, które pasują do istniejących kategorii ryzyka, zamiast czekać, aż sam je wymyśli.
Czym różni się kredyt na wdrożenie AI od zwykłego kredytu inwestycyjnego?
Formalnie niczym, oba opierają się na tej samej procedurze bankowej. Różnica leży w zabezpieczeniu: kredyt na maszynę ma namacalny przedmiot do zajęcia w razie niewypłacalności, a kredyt na licencje i integrację AI ma wartość niematerialną, którą bankom trudniej wycenić i zaakceptować jako zabezpieczenie.
Czy leasing jest lepszy niż kredyt przy finansowaniu AI?
Leasing sprawdza się dobrze przy konkretnym sprzęcie, na przykład serwerze pod lokalny model AI, bo leasingodawca ma wtedy fizyczny przedmiot jako zabezpieczenie. Sam projekt wdrożeniowy, czyli licencje i integrację, wygodniej finansować kredytem lub dedykowanym programem, na przykład kredytem technologicznym.
Co to jest kredyt technologiczny BGK i czy pokrywa AI?
To program Banku Gospodarstwa Krajowego finansujący wdrożenie nowych technologii, w tym nabycie wartości niematerialnych i prawnych: patentów, licencji i nieopatentowanej wiedzy technicznej. Formalnie obejmuje więc projekty AI oparte na licencjach i know-how, o ile spełniają kryteria innowacyjności programu.
Ile trwa uzyskanie finansowania na wdrożenie AI?
Zależy od instytucji i kwoty, ale proces wydłuża się właśnie tam, gdzie brakuje gotowej procedury: analityk musi przekazać sprawę wyżej albo poprosić o dodatkowe wyjaśnienia. Przygotowanie konkretnych liczb i etapowego planu finansowania z góry skraca ten czas, bo ogranicza liczbę rund pytań.
Czy warto najpierw szukać dotacji zamiast kredytu?
Warto sprawdzić obie ścieżki równolegle, bo dotacje mają swoje terminy naborów i kryteria, które nie zawsze pokrywają się z harmonogramem projektu. Kredyt lub leasing dają większą kontrolę nad momentem startu, nawet jeśli ostatecznie część kosztów uda się pokryć dofinansowaniem.
Masz pytanie lub chcesz wdrożyć podobne rozwiązanie?
Napisz do mnie →