30 września 2026 · 6 min czytania

Kontroler sprawdza bilety przy przednich drzwiach tramwaju, a tylnymi wsiada pół wagonu bez biletu, i dokładnie tak dziś wygląda kontrola nad danymi firmowymi w AI

Autor: Adam Kopeć

Tramwaje na skrzyżowaniu w mieście, symbol przednich drzwi pilnowanych przez kontrolera i tylnych, którymi nikt nie sprawdza biletów, tak jak firmowe konto AI i prywatny ChatGPT pracownika

Egor Komarov / Pexels

Kontroler wchodzi przednimi drzwiami tramwaju, prosi o bilety, kilka osób się tłumaczy, jedna dostaje mandat. W tym samym czasie tylnymi drzwiami wsiada pół wagonu, nikt nikogo nie sprawdza, bo kontroler fizycznie nie może stać w dwóch miejscach naraz.

Shadow AI w firmie działa dokładnie tak samo. Firma ma oficjalne, płatne konto ChatGPT albo Copilota, ktoś nawet podpisał politykę korzystania z AI. To przednie drzwi, dobrze pilnowane. Tylnymi drzwiami, czyli prywatnym kontem na telefonie, wsiada połowa zespołu, i akurat tam nikt biletu nie sprawdza.

Raport Zscaler ThreatLabz ze stycznia 2026 roku naliczył 410 mln naruszeń polityki DLP tylko wokół samego ChatGPT, w tym próby wklejenia numerów ubezpieczenia, kodu źródłowego i danych medycznych. Firmy na świecie przesłały do narzędzi AI 18 033 terabajty danych, o 93% więcej niż rok wcześniej.

Dlaczego samo zakazanie nic nie zmienia

Ekran komputera z panelem monitorowania cyberbezpieczeństwa, symbol narzędzi DLP i CASB wykrywających shadow AI w firmie

Tima Miroshnichenko / Pexels

W Polsce dane są podobne. Z ubiegłorocznego raportu ESET i DAGMA wynika, że tylko 25% firm w ogóle wdrożyło narzędzia DLP albo CASB, czyli cokolwiek, co realnie widzi, co ludzie wklejają do okienka czatu. Reszta ma najwyżej dokument z polityką korzystania z AI, którego treść i tak nikt po pierwszym tygodniu nie pamięta.

Samo zablokowanie domeny chat.openai.com na firmowym Wi-Fi działa mniej więcej tak, jak zamknięcie przednich drzwi tramwaju na kłódkę, podczas gdy tylne stoją otworem. Pracownik po prostu przełącza się na dane komórkowe w telefonie, i cała blokada IT staje się czysto kosmetyczna.

Problem jest głębszy niż przy zwykłym chaosie narzędzi AI w firmie. Tam chodzi głównie o pieniądze i porządek. Tu chodzi o to, że dane klienta mogą trenować model, z którego korzysta twoja konkurencja, a prawnie to i tak już problem RODO, bo dane osobowe trafiające do publicznego modelu to przekazanie danych poza firmę bez podstawy prawnej, niezależnie od tego, czy IT się w ogóle o tym dowie.

Co faktycznie działa, bez budżetu korporacji

Ręce piszące na laptopie obok smartfona na biurku, symbol firmowego konta AI na laptopie i prywatnego ChatGPT na telefonie

MART PRODUCTION / Pexels

Zacznij od konta, nie od zakazu. Jeśli firma płaci za wersję zespołową ChatGPT albo Claude, administrator widzi, kto z niej korzysta, i może wyłączyć trenowanie modelu na firmowych danych jednym przełącznikiem. To tańsze i skuteczniejsze niż jakikolwiek regulamin.

Warstwa druga to filtrowanie na poziomie sieci, na przykład przez DNS. Nie odróżni prywatnego konta ChatGPT od firmowego, ale przynajmniej pokaże, ile razy dziennie ktoś w ogóle tam zagląda z biurowego Wi-Fi. To jak licznik wsiadających tylnymi drzwiami, nawet bez sprawdzania biletów.

Dopiero warstwa trzecia to właściwe DLP albo CASB, czyli narzędzie skanujące treść tego, co ktoś wkleja, zanim to opuści firmę. Dla zespołu prawnego, kadrowego czy księgowości, czyli tam, gdzie dane są najbardziej wrażliwe, tańszą alternatywą bywa lokalny model AI, który w ogóle nie wysyła niczego na zewnątrz, bo fizycznie nie ma dokąd.

Kiedy nie warto się w to bawić

Jeśli w firmie pracuje 5 osób, które siedzą przy jednym stole, DLP i CASB to strzelanie z armaty do komara. Wystarczy jedna rozmowa: jakie dane są wrażliwe, jakiego konta AI oficjalnie używacie, i co zrobić, kiedy ktoś się pomyli. Żadna licencja korporacyjna nie zastąpi tego taniej niż zwykła rozmowa przy kawie.

Inwestycja w monitoring ma sens tam, gdzie liczba osób z dostępem do danych klientów przekracza kilkanaście i nikt już nie jest w stanie spamiętać, kto czym się zajmuje. To zresztą ten sam próg, przy którym warto zrobić pierwszy audyt AI w firmie, żeby w ogóle wiedzieć, ile tych narzędzi już się nazbierało.

Nie kupuj też od razu najdroższego pakietu security. Zacznij od tańszej warstwy, sprawdź, ile realnie łapie, i dopiero wtedy decyduj, czy potrzebujesz czegoś większego. To trochę jak kupowanie parasola dopiero wtedy, kiedy zdążyłeś już dwa razy zmoknąć, tylko wciąż taniej niż przeziębienie.

Najczęstsze pytania

Czym różni się shadow AI od zwykłego korzystania z AI w pracy?

Zwykłe korzystanie z AI w pracy odbywa się na koncie firmowym, znanym IT i objętym umową, która określa, czy dane trafiają do trenowania modelu. Shadow AI to korzystanie z prywatnych kont, poza wiedzą i kontrolą firmy, często z użyciem tych samych danych klientów, co w codziennej pracy.

Czy blokada ChatGPT w firmowej sieci wystarczy?

Nie. Blokada na poziomie sieci firmowej nie obejmuje danych komórkowych w telefonie pracownika, więc łatwo ją obejść. Skuteczniejsze jest połączenie oficjalnego konta zespołowego, filtrowania sieciowego jako pierwszej warstwy widoczności i rozmowy z zespołem o tym, dlaczego to ma znaczenie.

Jakie narzędzia DLP lub CASB nadają się dla małej firmy?

Zanim sięgniesz po rozwiązanie korporacyjne, sprawdź wbudowane opcje w pakietach, z których firma już korzysta, na przykład Microsoft Purview przy Microsoft 365 albo funkcje ochrony danych w Google Workspace. Dedykowane narzędzia DLP i CASB mają sens dopiero przy większej liczbie osób z dostępem do danych wrażliwych.

Czy korzystanie z prywatnego ChatGPT w pracy narusza RODO?

Może naruszać, jeśli pracownik wkleja do niego dane osobowe klientów bez podstawy prawnej i wiedzy administratora danych. Odpowiedzialność za takie naruszenie spoczywa na firmie, nawet jeśli decyzję o wklejeniu danych podjął pojedynczy pracownik na własną rękę.

Od jakiej wielkości firmy warto wdrożyć monitoring AI?

Orientacyjnie tam, gdzie liczba osób z dostępem do danych klientów przekracza kilkanaście i nikt już nie pamięta, kto z jakich narzędzi korzysta. W mniejszych zespołach zwykle wystarczy jasna rozmowa i oficjalne konto AI zamiast inwestycji w dedykowane oprogramowanie.

Czy lokalny model AI rozwiązuje problem shadow AI?

Rozwiązuje go dla konkretnych zastosowań, bo dane nie opuszczają wtedy komputera ani sieci firmy. Nie rozwiąże jednak całego problemu, jeśli pracownicy i tak wolą wygodniejsze narzędzie publiczne, dlatego lokalny model sprawdza się najlepiej w połączeniu z dobrym oficjalnym kontem AI dla reszty zespołu.

Masz pytanie lub chcesz wdrożyć podobne rozwiązanie?

Napisz do mnie →