9 września 2026 · 10 min czytania

Prezes spółki kazał ChatGPT napisać mu pozew. Sąd we Wrocławiu przeczytał go jak wypracowanie ucznia, który nie otworzył lektury, i oddał z jedną uwagą: ta ustawa nie ma tu nic do rzeczy.

Autor: Adam Kopeć

Młotek sędziowski na biurku w sali sądowej, pierwsze wyroki sądów w sprawach o błędy AI w Polsce

KATRIN BOLOVTSOVA / Pexels

Polskie sądy już orzekały w sprawach o błędy AI, i za każdym razem AI dostało ocenę niedostateczną. Nie dlatego, że sędziowie mają coś przeciwko sztucznej inteligencji. Dlatego, że sprawdzili przypisy.

Dwa przypadki, jeden rok: prezes spółki, który kazał ChatGPT napisać mu pozew, i pełnomocnik przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, który powołał się na trzy wyroki, jakich nikt nigdy nie wydał. W obu sprawach chodziło właściwie o to samo, o ucznia, który nie otworzył lektury, ale napisał wypracowanie z pełnym przekonaniem, ładnym stylem, poprawną gramatyką, i treścią, która nie ma pokrycia w książce.

Sądy nie oceniały jeszcze, czy AI może być winne szkody wyrządzonej klientowi tak, jak w słynnej kanadyjskiej sprawie chatbota Air Canady. Oceniały coś węższego i, jak się okazuje, znacznie bardziej palącego: czy można polegać na AI tam, gdzie liczy się każde słowo ustawy. Odpowiedź brzmiała: nie bez sprawdzenia.

Prezes, ChatGPT i pozew, który pomylił dwie różne ustawy

Osoba pisząca na laptopie dokument prawny, sprawa sądowa z pozwem napisanym przez ChatGPT

Pavel Danilyuk / Pexels

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał 27 listopada 2025 roku wyrok w sprawie X GC 455/25. Prezes firmy z branży software przegrał przetarg na zapytanie ofertowe, uznał, że stracił kontrakt niesłusznie, i postanowił pozwać. Pozew kazał napisać ChatGPT.

Model językowy zbudował całą argumentację na Prawie zamówień publicznych, mimo że sprawa dotyczyła zwykłego zapytania ofertowego rządzonego kodeksem cywilnym i zasadą konkurencyjności. To trochę jak zdawać egzamin z prawa karnego, odpowiadając wyłącznie cytatami z kodeksu drogowego. Brzmi pewnie, tylko nie o tym była praca domowa.

Pełnomocnik pozwanej spółki, Joanna Lesicka, wskazała sądowi, że powód dołączył do akt wydruki własnej rozmowy z ChatGPT, traktując je jak dowód. Sąd wyjaśnił to jednym zdaniem, które zasługuje na oprawienie w ramkę: treści wygenerowane przez taki program nie stanowią dowodu w rozumieniu procedury cywilnej, mogą co najwyżej pomóc stronie sformułować własne argumenty. Innymi słowy, AI może pomóc napisać brudnopis, ale brudnopis nie staje się aktem prawnym tylko dlatego, że ma równe marginesy.

Ostatecznie sąd oddalił powództwo w całości, także dlatego, że powód nie spełnił formalnych warunków samego zapytania ofertowego, jak opisała to Gazeta Prawna. AI dołożyło błąd merytoryczny do sprawy, która i tak raczej nie miała szans. Trochę jak wynajęcie kierowcy rajdowego do przewiezienia mebli, które i tak nie zmieściłyby się w żadnym aucie.

NSA i trzy wyroki, które nigdy nie zapadły

Robot trzymający otwartą księgę prawa, sprawa NSA o zmyślone przez AI wyroki sądowe

Tara Winstead / Pexels

Siedem miesięcy później Naczelny Sąd Administracyjny dostał podobne zadanie domowe, tylko trudniejsze. W postanowieniu z 23 czerwca 2026 roku, sygnatura I FZ 104/26, NSA rozpatrywał zażalenie na odmowę wstrzymania wykonania decyzji o VAT. Pełnomocnik podatnika powołał się w piśmie na trzy konkretne sygnatury: II FZ 230/17, II GZ 452/18, I GZ 164/22.

Sąd sprawdził. Żaden z tych wyroków nie mówił tego, co pełnomocnik mu przypisał. Sędzia Sylwester Marciniak wprost wskazał w uzasadnieniu, że pismo nosi znamiona przygotowania przez AI, z charakterystycznymi halucynacjami, czyli informacjami zmyślonymi i podanymi jako fakt. To jakby student na obronie pracy magisterskiej powołał się na badania trzech profesorów, z których żaden nigdy nie istniał, ale za to nazwiska brzmiały bardzo wiarygodnie.

NSA nie ograniczył się do samej sprawy VAT. Komentatorzy zwracają uwagę, że sąd wprost przypomniał, iż klient ma prawo oczekiwać od płatnego pełnomocnika najwyższej staranności, nie wypracowania sprzed egzaminu poprawkowego. Konsekwencje etyczne tej sprawy sięgają dalej niż jeden zwrócony zażalenie, bo dotyczą każdego prawnika w Polsce, który uznał, że model językowy zna orzecznictwo lepiej niż baza SAOS.

Ciekawe w tej sprawie jest to, czego NSA nie musiał rozstrzygać: czy sam klient wiedział, że jego pismo napisała maszyna. Zabrakło jeszcze precedensu, w którym to pytanie stanie się sednem sprawy, a nie tylko przypisem w uzasadnieniu.

Co polskie sądy już powiedziały, a czego jeszcze nie

Zestawione obok siebie, obie sprawy mówią to samo z dwóch stron: AI może pisać, ale nie może zaświadczać. Nie jest dowodem, nie jest źródłem prawa, i nie zwalnia człowieka, który podpisuje pismo, z obowiązku sprawdzenia, czy przywołana ustawa w ogóle istnieje w tej postaci.

To, czego polskie sądy jeszcze nie rozstrzygnęły, jest równie ważne. Żadna z tych spraw nie dotyczyła sytuacji znanej z kanadyjskiego precedensu Air Canady, w którym to firma odpowiada wobec klienta za obietnicę złożoną przez własnego chatbota na stronie internetowej. W Polsce nikt jeszcze nie pozwał sklepu internetowego o to, że jego bot obiecał zniżkę, której nigdy nie było. To wciąż otwarty rozdział, nie zamknięty.

Nie ma też jeszcze wyroku, który rozstrzygałby, ile dokładnie staranności musi wykazać firma, zanim sąd uzna, że "AI się pomyliło" faktycznie kogoś usprawiedliwia, choćby częściowo. Obie dotychczasowe sprawy kończą się tym samym morałem: winny jest człowiek, który nie sprawdził pracy domowej, a nie program, który ją napisał.

Egzaminator, który złapał ucznia na zmyślonym cytacie, nie musi jeszcze rozstrzygać, czy szkoła odpowiada za to, że w ogóle pozwoliła uczniowi przynieść na egzamin kalkulator, który podpowiada. To pytanie dopiero czeka na swoją sprawę.

Co to oznacza dla firmy, która używa AI do pism i umów

Praktyczny wniosek z obu spraw brzmi mniej efektownie niż sam wyrok, ale za to bardziej użytecznie: każde pismo, które AI pomogło napisać, musi przejść przez człowieka, który sprawdzi konkretne przepisy i orzeczenia, nie tylko styl. Firma, która wysyła do sądu, urzędu skarbowego albo kontrahenta dokument z podstawą prawną wygenerowaną przez model językowy, bierze na siebie odpowiedzialność za każdą literówkę w numerze ustawy.

Dotyczy to nie tylko sporów sądowych. AI do sprawdzania umów potrafi wychwycić niekorzystny zapis szybciej niż prawnik po trzeciej kawie, ale ten sam model równie chętnie wymyśli paragraf, którego w umowie nigdy nie było, jeśli akurat zabrakło mu kontekstu. Różnica między dobrym narzędziem a kosztownym problemem to jedna osoba, która czyta wynik do końca, zamiast skopiować go od razu do maila.

Warto też pamiętać, że model językowy nie ma pojęcia, kiedy się myli. Mówi z takim samym przekonaniem o realnym artykule kodeksu cywilnego, jak o wyroku, który nigdy nie zapadł. Sprawdzenie halucynacji ChatGPT zajmuje pięć minut. Tłumaczenie sędziemu, dlaczego w piśmie procesowym znalazła się nieistniejąca sygnatura, zajmuje znacznie dłużej i kończy się gorzej.

Kiedy nie warto ufać AI w sprawach, które mogą trafić do sądu

Są sytuacje, w których warto zatrzymać się przed wysłaniem czegokolwiek, co AI napisało samodzielnie. Pierwsza: kiedy pismo powołuje się na konkretne sygnatury, artykuły albo terminy ustawowe. Te dane trzeba sprawdzić w oficjalnej bazie orzeczeń, nie na słowo modelu, który brzmi pewnie niezależnie od tego, czy ma rację.

Druga sytuacja: kiedy stawka jest wysoka, a strona przeciwna ma prawnika, który z pewnością sprawdzi każdy przypis. Sędziowie we Wrocławiu i w NSA nie potrzebowali dodatkowego śledztwa, wystarczyło porównać treść pisma z treścią przywołanej ustawy. Każdy, kto ma dostęp do tej samej bazy orzeczeń, może zrobić to samo w kilka minut.

Trzecia: kiedy nikt w firmie nie ma czasu ani kompetencji, żeby zweryfikować wynik. AI napisane pod presją terminu, bez czasu na sprawdzenie, to nie oszczędność czasu, tylko przesunięcie tego samego czasu na później, z odsetkami w postaci oddalonego powództwa albo skarconego pełnomocnika w uzasadnieniu wyroku.

Uczeń, który nie czytał lektury, czasem zdaje egzamin, jeśli nauczyciel nie sprawdzi przypisów. W sądzie ktoś zawsze sprawdza przypisy. To jedyna instytucja w kraju, w której to założenie sprawdza się od pierwszej strony.

Najczęstsze pytania

Czy w Polsce zapadł już wyrok, w którym AI zostało uznane winnym?

Nie. Dotychczasowe sprawy, jak wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 27 listopada 2025 roku, dotyczyły odpowiedzialności osoby, która wysłała pismo napisane przez AI bez sprawdzenia go, a nie samego programu.

Czy wydruk rozmowy z ChatGPT może być dowodem w sądzie?

Nie w rozumieniu procedury cywilnej. Sąd we Wrocławiu wprost wskazał, że taka treść może pomóc w sformułowaniu argumentów, ale sama w sobie dowodem nie jest.

Co groziło pełnomocnikowi w sprawie NSA za powołanie się na zmyślone wyroki?

W postanowieniu z 23 czerwca 2026 roku (sygn. I FZ 104/26) NSA skrytykowało brak staranności pełnomocnika, przypominając, że klient ma prawo oczekiwać najwyższego poziomu profesjonalizmu, niezależnie od tego, czy pismo pomagała pisać maszyna.

Czy AI może pomóc napisać pozew albo pismo procesowe?

Może pomóc w strukturze i sformułowaniach, ale każdy przywołany przepis, artykuł i sygnaturę trzeba sprawdzić osobno w oficjalnej bazie orzeczeń, bo model językowy równie pewnie podaje prawdziwe i zmyślone informacje.

Czy polskie sądy rozstrzygnęły już sprawę odpowiedzialności firmy za chatbota na stronie internetowej?

Nie, to wciąż otwarty temat. Polskie orzecznictwo dotyczyło jak dotąd rzetelności pism przygotowanych z pomocą AI, nie odpowiedzialności firmy za obietnicę złożoną klientowi przez chatbota, jak w kanadyjskiej sprawie Air Canady.

Masz pytanie lub chcesz wdrożyć podobne rozwiązanie?

Napisz do mnie →