28 września 2026 · 7 min czytania
Lekarz rodzinny pamiętał, że pacjent ma uczulenie na penicylinę. W kartotece nie było o tym ani słowa, a on właśnie przeszedł na emeryturę
Autor: Adam Kopeć

Mikhail Nilov / Pexels
Lekarz rodzinny pamiętał, że pan Nowak dostaje wysypki po penicylinie. W kartotece nie było o tym ani słowa, bo po co, przecież lekarz pamiętał to od 20 lat. Dopiero gdy przeszedł na emeryturę, jego następczyni omal nie przepisała tego samego leku, patrząc w dokumentację, która na papierze wyglądała kompletnie.
Transfer wiedzy odchodzącego pracownika działa dokładnie tak samo, tylko zamiast wysypki jest utracony klient, a zamiast kartoteki jest firmowa baza wiedzy w Notion czy na dysku, w której teoretycznie jest wszystko. Praktycznie brakuje tego jednego zdania, które ktoś nosił wyłącznie w głowie przez 8 lat i zabrał ze sobą razem z kubkiem z biurka.
Według badania APQC i eGain „The Great Retirement” z 2025 roku, przeprowadzonego na 1000 organizacjach z listy Global 1000, aż 41% firm rzadko albo wcale nie próbuje przechwycić wiedzy od pracowników odchodzących na emeryturę. Mechanizm jest identyczny, kiedy ktoś odchodzi do konkurencji, a nie na odpoczynek. Te same firmy spodziewają się, że w ciągu najbliższych 5 lat odejdzie z nich 51% zatrudnionych. To trochę jak wiedzieć, że dach przecieka od lat, i dalej stawiać wiadro dopiero, jak zacznie kapać na klawiaturę.
Dlaczego akurat teraz warto się tym zająć

Andrea Piacquadio / Pexels
Firmy kupują subskrypcje AI, integracje ze Slackiem i dashboardy po to, żeby model wiedział więcej niż nowy pracownik po tygodniu pracy. Nikt przy tym nie pyta osoby, która za miesiąc odchodzi, co dokładnie wie, a czego nie ma nigdzie zapisane. To trochę jak kupować drogi alarm do domu i zostawiać klucz pod wycieraczką.
Już w 2018 roku Panopto ustaliło, że 42% wiedzy w organizacji jest unikalne dla jednej osoby i nie jest współdzielone z resztą zespołu. Dziś, kiedy firmy budują własne bazy wiedzy AI z dokumentów i wiadomości, ten problem nie znika, tylko zmienia formę. AI świetnie streszcza to, co ktoś zdążył zapisać. Zdolności telepatycznych wobec tego, czego nikt nigdy nie napisał, akurat nie ma.
Bariery są banalnie proste do przewidzenia. W badaniu APQC 52% firm winiło bieżące terminy, 45% brak zasobów, a 35% kulturę, w której pytanie „a czy ktoś to spisał” brzmi jak obraza. Nikt nie chce być tą osobą na zebraniu, która pyta na głos, co się stanie, jak Marek z księgowości jutro nie przyjdzie do pracy.
Czego właściwie szukasz: nie procedur, tylko tego, co „się po prostu wie”

RDNE Stock project / Pexels
Procedury i tak są gdzieś spisane, bo kiedyś kazał to zrobić prawnik albo audytor ISO. Prawdziwym problemem jest wiedza ukryta: dlaczego klient X zawsze dzwoni w piątek i trzeba go od razu przełączyć na starszego handlowca, dlaczego dostawca Y raz na kwartał wysyła fakturę z błędem i po prostu się to poprawia bez alarmowania nikogo, dlaczego tamten arkusz w Excelu ma zakładkę nazwaną „NIE RUSZAĆ” i nikt już nie pamięta dlaczego, ale wszyscy trzymają się tego jak świętości.
To dokładnie ten sam mechanizm, co z lekarzem rodzinnym z pierwszego akapitu. Kartoteka pacjenta wygląda kompletnie, dopóki ktoś nie zapyta o coś, czego lekarz nigdy nie musiał zapisywać, bo przecież sam to pamiętał. Firmowa baza wiedzy ma dokładnie tę samą wadę: wygląda solidnie, dopóki nikt nie trafi na wyjątek.
Dobry test na to, czy w firmie w ogóle jest problem: zapytaj trzy różne osoby, jak wygląda dany proces od początku do końca. Jeśli usłyszysz trzy różne odpowiedzi, a czwarta osoba akurat jest na urlopie i tylko ona zna prawdziwą wersję, masz właśnie namacalny dowód wiedzy, która żyje wyłącznie w jednej głowie.
Proces w 4 krokach, zanim ktoś złoży wypowiedzenie

RDNE Stock project / Pexels
1. Zrób listę „kto jedyny to wie”. Nie trzeba ankiety na 40 pytań. Wystarczy zebrać managerów i zapytać wprost: gdyby ta osoba zniknęła jutro, co posypałoby się pierwsze. Zwykle po 10 minutach ktoś wymienia nazwisko i robi się cicho, bo wszyscy pomyśleli o tej samej osobie.
2. Nagraj rozmowę, zanim zacznie się okres wypowiedzenia. Nie na koniec ostatniego dnia, kiedy człowiek myśli już wyłącznie o tym, czy zdąży oddać kartę parkingową. Narzędzia do transkrypcji spotkań AI zamieniają godzinną rozmowę w gotowy tekst, który można potem posortować, zamiast liczyć na to, że ktoś zapamięta wszystko z notatek na serwetce.
3. Wrzuć transkrypt do firmowej bazy wiedzy, nie do folderu „archiwum”. Sama transkrypcja bez wgrania do systemu, z którego ludzie faktycznie korzystają, to jak spisanie testamentu i schowanie go w szufladzie, o której istnieniu wie tylko notariusz. Audyt tego, co AI w firmie faktycznie wie, szybko pokaże, czy transkrypt w ogóle da się znaleźć, czy zniknął w cyfrowej czarnej dziurze razem z fakturami z 2019 roku.
4. Zweryfikuj z kimś innym, czy to działa. Daj komuś z zespołu zadanie, które wcześniej robiła tylko odchodząca osoba, i sprawdź, czy poradzi sobie z pomocą samej bazy wiedzy. Jeśli trzeba dzwonić z pytaniami do kogoś, kto od miesiąca pracuje już gdzie indziej, proces nie zadziałał. Tylko ładnie wyglądał na slajdzie.
Kiedy ten proces to przesada
Jeśli w firmie pracują 3 osoby i każda z nich zna robotę pozostałych dwóch na pamięć, bo siedzą przy sąsiednich biurkach od 5 lat, formalny proces transferu wiedzy to strzelanie z armaty do wróbla. Wystarczy, że ci ludzie normalnie ze sobą rozmawiają, co i tak robią, bo ekspres do kawy jest jeden na cały zespół.
Proces zaczyna mieć sens tam, gdzie firma przekroczyła jakieś 15-20 osób i pojawiły się role, w których jedna osoba jest jedynym punktem kontaktu dla konkretnego klienta, dostawcy czy procesu. To zresztą ten sam próg, przy którym warto w ogóle zacząć się martwić, czy w firmie nie brakuje seniorów zdolnych przejąć wiedzę, zanim ktokolwiek odejdzie.
Nie warto też robić z tego wielkiego wdrożenia z konsultantem na 3 miesiące, jeśli cały problem sprowadza się do jednej Excelówki i jednej rozmowy przy kawie. Czasem najlepszym narzędziem do przechwycenia wiedzy jest dyktafon w telefonie, a nie kolejna subskrypcja, którą ktoś za pół roku i tak zapomni odnowić.
Najczęstsze pytania
Czym jest transfer wiedzy odchodzącego pracownika?
To proces spisywania i przekazywania tej części wiedzy pracownika, która nigdy nie trafiła do procedur ani dokumentów, bo była dla niego oczywista. Obejmuje relacje z klientami, nietypowe wyjątki w procesach i powody, dla których niektóre rzeczy robi się inaczej niż w instrukcji.
Jak AI pomaga w przechwytywaniu wiedzy pracownika przed odejściem?
Narzędzia do transkrypcji zamieniają rozmowę z odchodzącym pracownikiem w tekst, który trafia do firmowej bazy wiedzy AI. Dzięki temu inni pracownicy mogą później zadać pytanie i dostać odpowiedź opartą na tym, co ta osoba faktycznie powiedziała, zamiast szukać jej numeru telefonu miesiąc po odejściu.
Ile firm w ogóle robi to poprawnie?
Niewiele. Według badania APQC i eGain z 2025 roku, przeprowadzonego na 1000 organizacjach z listy Global 1000, 41% firm rzadko albo wcale nie próbuje przechwycić wiedzy od pracowników odchodzących na emeryturę czy zmieniających pracę.
Czy potrzebuję drogiego narzędzia, żeby zbudować taki proces?
Nie. W małej firmie wystarczy dyktafon w telefonie, jedna szczera rozmowa i miejsce, w którym transkrypt faktycznie zostanie znaleziony przez kogoś innego. Drogie narzędzia mają sens dopiero, gdy liczba takich rozmów rośnie na tyle, że ręczne porządkowanie przestaje się opłacać.
Kiedy najlepiej przeprowadzić rozmowę o transferze wiedzy?
Na początku okresu wypowiedzenia, nie w ostatnim dniu. Wtedy pracownik ma jeszcze czas i głowę do konkretnej rozmowy, zamiast myśleć wyłącznie o formalnościach związanych z odejściem.
Czy to dotyczy tylko osób odchodzących na emeryturę?
Nie. Mechanizm jest identyczny niezależnie od powodu odejścia, czy to emerytura, zmiana pracy, czy dłuższy urlop macierzyński. Wiedza, która żyje wyłącznie w jednej głowie, znika z firmy w każdym z tych przypadków tak samo.
Masz pytanie lub chcesz wdrożyć podobne rozwiązanie?
Napisz do mnie →